|
Rynkowy sukces dla każdej firmy |
|
|
Rozmowa z Andrzejem Pawelczakiem, dyrektorem ds. PR Grupy ANIMEX Jakie miejsce w strategii rozwoju przedsiębiorstwa powinna zajmować promocja? – Sądzę, że bardzo ważne. Promocją jest nie tylko to, co zazwyczaj przez konsumenta jest rozumiane jako obniżka ceny danego produktu na półce sklepowej, czyli sprzedaż towaru z dyskontem lub po tzw. cenie promocyjnej. Promocja ma znaczenie zdecydowanie szersze, które poza praktykami obniżania cen, dotyczy przede wszystkim dbania o wizerunek firmy i siłę marek poszczególnych produktów. Dzisiaj pod słowem promocja można zmieścić wszystkie podejmowane w przedsiębiorstwie działania, które w efekcie końcowym przekładają się na rynkowy sukces.
Co trzeba zrobić, żeby go osiągnąć? – Przede wszystkim należałoby wyjść od promocji produktów na półce sklepowej. Przy ogromnej konkurencji w kraju, otwartym rynku europejskim i szeroko zakrojonym imporcie różnych wyrobów, nie wystarczy tylko obniżyć cenę. Trzeba budować rynkową pozycję firmy poprzez jej szeroko rozumiany wizerunek, a przede wszystkim budować siłę i rozpoznawalność poszczególnych marek, głównie na bazie długofalowego procesu wspierania i dbałości o wysoką jakość produktów, ich powtarzalność i bezpieczeństwo, a więc o te elementy, których szczególnie oczekuje konsument. Gdyby prześledzić badania rynkowe, to najczęściej powtarzającą się odpowiedzią na pytanie o element decydujący przy zakupie produktu jest cena. Pocieszające jest jednak to, że coraz częściej zwraca się również uwagę na jakość wyrobu, jego markę i standard. O promocji trzeba więc myśleć cały czas – od momentu wejścia na rynek lub otwarcia firmy, a nie tylko w chwili dokonywania okazjonalnych obniżek cen w celu zwiększenia sprzedaży. Te ostatnie powinny być tylko jednym z końcowych elementów budowy pozycji firmy i marki na rynku, kiedy właścicielowi zależy na rozszerzeniu wolumenu sprzedaży i ewentualnego osiągnięcia z tego tytułu należnego zysku lub innej zakładanej korzyści. |
|
Czytaj całość…
|
|
Promocja w związkach rozproszona |
|
|
Przedstawiciele organizacji branżowych stworzyli osobne programy i plany działania
Przemysł spożywczy jest jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki Polski i Unii Europejskiej. Roczne obroty całego sektora wynoszą we Wspólnocie 836 mld euro. W Polsce ich wartość sięga 35 mld euro. W sumie w unijnym przemyśle spożywczym zatrudnionych jest ok. 3,8 mln osób, z których 10 proc. pracuje w polskich przedsiębiorstwach. Tylko te dane mówią, że trzeba znaleźć radę, by promocja Polski za granicą była klarowna i czytelna dla potencjalnych kontrahentów. Tworzący różne promocyjne programy są przekonani, że wiedza o polskich produktach jest na świecie znikoma. Czy skonsolidowanie działań w tak bardzo podzielonym środowisku przetwórców będzie możliwe? Z wypowiedzi przedstawicieli związków działających w polskiej branży mięsnej wynika, że pomysły i plany mają wszyscy. Realizują je jednak samodzielnie… Związek Polskie Mięso: promocja to wyprzedzanie
Witold Choiński przypomina, że to właśnie Związek Polskie Mięso był pomysłodawcą i inicjatorem prac nad pierwszym projektem ustawy o funduszu promocji . – Uważaliśmy, że taki dokument jest niezbędny, bo bez niego w Unii nie można zrobić żadnego kroku. Niczego nowego tak naprawdę nie wymyśliliśmy. Po prostu obserwowaliśmy innych, między innymi Danię, gdzie potrafili w szybkim tempie wprowadzono odpowiednie zapisy ustawowe, by móc korzystać z unijnych środków. Dobrze przygotowana promocja powinna o kilka lat wyprzedzić wejście produktów na konkretne rynki. Ten czas od rozpoczęcia akcji reklamowej do momentu sprzedaży trzeba skutecznie wykorzystać na budowanie marki, ale wspólnej, polskiej. |
|
Czytaj całość…
|
|
Bez współpracy nie ujedziesz |
|
|
|
Z naszego rekonesansu, którego tematem są sposoby promowania w polskiej branży mięsnej wynika jedno – większość przedsiębiorców, to wyjątkowi indywidualiści. Chcą działać na rynku solo, bo – jak twierdzą – u nich produkcja nie maleje, sprzedaż nie kuleje, a klientów nie ubywa. Na promowanie firm ciągle przeznaczają niewielki procent zysków. Tymczasem obserwacji polskiego rynku, ale także z podglądania zachowań producentów na Zachodzie jasno wynika, że stawianie na współpracę w gminie, powiecie, regionie, ale także w branży – przynosi najlepsze efekty. U nas ciągle do tego rozwiązania podchodzi się z pewnymi oporami, czego dowodzi m.in. rozbicie branży na kilka niezależnych związków, które nie potrafią się skonsolidować nawet w najbardziej kluczowych sprawach. Czy i kiedy to się zmieni? Zebraliśmy kilka opinii na ten temat. Oto, co nasi rozmówcy powiedzieli o reklamowaniu firm i produktów mięsnych… Marek Sawicki, minister rolnictwa: – Polskich producentów mięsa i jego przetworów interesują zagraniczne rynki zbytu. Odbiorcy, szczególnie w krajach trzecich, są niezwykle wymagający. Ostatnio otwierają się możliwości eksportu wieprzowiny np. do Japonii. Wymagania, jakie stawiają tamtejsi odbiorcy, są bardzo wysokie. Indywidualny eksporter, jeśli sprosta wymaganiom jakościowym, na pewno będzie miał problemy z zapewnieniem odpowiedniej ilości towaru. To samo dotyczy otwierającego się rynku rosyjskiego. Rolą naszego resortu jest znoszenie barier politycznych, rolą przedsiębiorców – taka promocja, która wyeksponuje walory ich produktów. Leszek Kawski, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa: – Na temat promocji w branży drobiarskiej debatujemy od dłuższego czasu. Wiemy już na pewno, że muszą to być działania wspólne. Chcemy wypracować jeden znak jakościowy i odpowiednie certyfikaty. Klienci muszą bowiem otrzymać stuprocentowe zapewnienie bezpieczeństwa produktów drobiowych. Powinni też otrzymać pełną o nich informację, dlatego uważamy, że promocja musi mieć charakter branżowy. Chcemy, by jak najszybciej powstała ustawa o promocji mięsa drobiowego. W naszej branży producenci drobiu porozumieli się w tej kwestii z przetwórcami. Wiemy, co i jak promować. Potrzebujemy tylko dotacji na ten cel.
|
|
Czytaj całość…
|
|
W co "odziać" kiełbasę? |
|
|
|
Od pewnego czasu o polskim rynku spożywczym nie decydują producenci, ale konsumenci. To oni wymuszają nowe mody i tendencje. Te najnowsze mają nierozerwalny związek z bezpieczeństwem żywności, ale także z… czasem. Pęd, jaki towarzyszy współczesnemu człowiekowi, nie omija również branży związanej z produkcją opakowań. Konsument XXI wieku wymaga, by produkt był zawsze świeży, pachnący i zdrowy, a opakowanie, w którym się go oferuje – piękne, wielobarwne, charakterystyczne, koniecznie łatwe w użyciu i niekłopotliwe przy segregowaniu odpadów. Cenimy czas, dlatego tak ważne jest, by produkt po otwarciu pudełka, puszki, kubka, torebki czy rękawa był natychmiast (lub po podgrzaniu) gotowy do spożycia. O nowe trendy z dziedziny opakowań zapytaliśmy w kilku firmach produkujących przetwory mięsne i opakowania.
Wojciech Wtulich, dyrektor FARM FOOD w Czyżewie: – Na pytanie o trendy w opakowalnictwie natychmiast nasuwa mi się jedna odpowiedź: MAP. Bez pakowania w modyfikowanej atmosferze branża mięsa nie byłaby już w stanie funkcjonować. Nowe trendy są narzucane przede wszystkim przez przepisy i przez odbiorców żywności. Czy nam się podoba, czy nie – trzeba wydłużać termin przydatności do spożycia. W ramach Grupy Sokołów, specjalizującej się m.in. w produkcji parówek, prowadzone są prace nad repasteryzacją. Dwukrotna pasteryzacja powoduje, że produkt zachowuje bukiet smakowo-zapachowy przez pół roku. Oczywiście sama repasteryzacja nie wystarczy. Konieczne jest odpowiednie opakowanie i MAPowanie. Nawet jeśli odbiorca sprzedaje wędliny luzem, to towar musi dotrzeć do niego odpowiednio zabezpieczony. Osłonki barierowe to dziś stanowczo za mało. Druga sprawa, to trendy w sprzedaży wyrobów wędliniarskich. Coraz więcej produktów oferuje się w formie plasterków zamkniętych w hermetycznych opakowaniach. I od tej metody także nie ma odwrotu.
Agnieszka Łapaj, szef marketingu EXDROB w Kutnie: – W naszym zakładzie drób i elementy oferowane są na tackach polistyrenowych owijanych folią polietylenową. Pakowanie na tackach w atmosferze gazów ochronnych wydłuża termin przydatności do spożycia. Wędliny pakowane są próżniowo – w tzw. Vacum lub w atmosferze ochronnej gazów – tzw. MAP oraz w osłonki termokurczliwe typu Cryovac. W celu pozycjonowania produktów stosujemy różne kształty i wielkości form, nadruki na foliach oraz kolorowe etykiety. Wykorzystujemy również osłonki barierowe, gwarantujące dłuższe terminy przydatności do spożycia, nawet do 30 dni. Są one dostępne w bardzo szerokim typie kalibrów i barw. |
|
Czytaj całość…
|
|
Od zachodu przez centrum po wschód |
|
|
Edward Nieżewski: – Bez specjalizacji w produkcji, co jest znakomicie wypracowane na zachodzie Europy, nie ma mowy o dalszym rozwoju branży mięsnej.Z notki biograficznej Edwarda Nieżewskiego, zamieszczonej w leksykonie „Who is Who?”, można wyciągnąć jeden wniosek: to człowiek, który żadnej pracy się nie boi, a branża mięsna nie ma dla niego żadnej tajemnicy. Tak bogaty życiorys zawodowy ma niewielu członków Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP. Edward Nieżewski niespełna dwadzieścia lat temu był w grupie reaktywatorów tej organizacji, ale jego związki z branżą mają już ponad 40 lat. Z myślą o pracy w przemyśle mięsnym, w roku 1964 zdecydował o studiowaniu technologii rolno-spożywczej na SGGW w Warszawie.
– To był bardzo elitarny wydział. Zakładali go między innymi profesorowie Stanisław Berger i Stanisław Koeppe. Kandydatów na pierwszy rok było ponad 300, a przyjęto tylko 50 osób. Mieliśmy szczęście być studentami znakomitych mistrzów – wspomina Edward Nieżewski. – Wybrałem ten kierunek ze względu ma matematykę i chemię. Nawet planowałem, że jeśli się nie dostanę, to wybiorę szkołę oficerską. Taką szkołę ostatecznie po SGGW skończyłem, ale decyzji o studiowaniu kierunku mięsnego nigdy nie żałowałem. Studia, a zwłaszcza praktyki studenckie, pan Edward wspomina z sentymentem. To było 5 lat nauki pod kierunkiem znakomitych nauczycieli akademickich. To były także wakacyjne praktyki studenckie, na których żaków „ustawiano w szeregu” i uczono zawodu rzeźnika-wędliniarza od podstaw. – Spośród czterech studenckich praktyk, które odbywałem w zakładach mięsnych w Pabianicach, Toruniu i w Szczecinie (a także w browarze w Elblągu) z wielkim sentymentem wspominam te pabianickie. Trafiliśmy na znakomitego technologa pana Stefańskiego. Pędził nas do pracy bez najmniejszej ulgi, był nad wyraz wymagający, ale to, czego nauczył, owocowało przez całe moje zawodowe życie. Jestem przekonany, że gdyby do takich form kształcenia praktycznego powrócono na każdym szczeblu edukacji, nie byłoby tyle problemów z kadrami w branży mięsnej – mówi Edward Nieżewski.
|
|
Czytaj całość…
|
|