|
BESTMONT na Mięsomanii |
|
|
The World of Milk end Meat Mania Sofia 2007 Na stoisku BESTMONT SA i bułgarskiej firmy MOREY o problemach międzynarodowego handlu dyskutowali (od lewej): Andrzej Malczewski, dyrektor ds. handlu BESTMONT SA, Marek Suchowiejko, radca handlowy Ambasady RP w Bułgarii i Elżbieta Świtalska, pracownik działu handlowego tej ambasady oraz Roza Teneva z firmy MOREY
Trzeba przyznać, że pracownicy działu handlowego BESTMONT SA w roku 2007 solidnie nabili liczniki wędrując po Europie i odwiedzając kolejne imprezy targowe. Produkty sieradzkiej firmy zaprezentowali na czterech międzynarodowych wystawach maszyn i urządzeń dla przemysłu mięsnego. Za wyjątkowo udane uznali targi w Petersburgu, Kijowie i Sofii. Uczestnictwo w nich zaowocowało ciekawymi kontaktami handlowymi i nowymi klientami.
Od 14 do 17 listopada 2007 roku w Sofii odbywały się Międzynarodowe Targi „The World of Milk end Meat Mania”. Uczestniczyły w nich dziesiątki firm z całego świata, a wśród nich kilka z Polski. – Na targi do Bułgarii wybraliśmy się po raz pierwszy – mówi Andrzej Malczewski, dyrektor działu handlowego BESTMONT SA w Sieradzu. – Choć w tym roku uczestniczyliśmy już w dwóch dużych imprezach zagranicznych i w poznańskiej Polagrze-Tech, postanowiliśmy lepiej poznać także nowy rynek południowowschodniej Europy. Do udziału w „Mięsomanii” namawiała nas mocno Rosa Teneva, szefowa współpracującej z BESTMONT SA bułgarskiej firmy MOREY. I miała rację. To były ze wszech miar udane targi. Sofijskie targi podzielono na cztery niezależne działy. W kilku halach wystawienniczych prezentowano maszyny dla przemysłu spożywczego (w tym dla branży mięsnej, piekarniczej, cukierniczej i winiarskiej), produkty piekarnicze i cukiernicze, wino oraz wyroby mięsne i mleczne. |
|
Czytaj całość…
|
|
Wydajność kontra jakość |
|
|
Rozmowa z prof. dr hab. Janem Pyrczem, kierownikiem Zakładu Technologii Produktów Mięsnych Wydziału Nauki o Żywności i Żywieniu Akademii Rolniczej im. Augusta Cieszkowskiego w Poznaniu
Jeszcze nie tak dawno w powszechnym użyciu przy produkcji wędlin, wędzonek i wyrobów mięsnych były naturalne przyprawy i osłonki. Dzisiaj natomiast, zwłaszcza przy przemysłowej produkcji, nie sposób obejść sie bez dodatków funkcjonalnych oraz sztucznych osłonek. Jak Pan ocenia to zjawisko? – W ostatnich latach mamy do czynienia nie z ewolucja w tym zakresie, lecz z prawdziwa rewolucja. I co prawda przy produkcji wyrobów mięsnych wysoka jakość finalnego wyrobu jest bardzo ważna, to jednak względy ekonomiczne odgrywają pierwszoplanowa role. Faktem jest bowiem, ze przy stosowaniu nowoczesnych technologii produkcji, z kilograma mięsa można otrzymać 1,3-1,5 kilograma szynki. Dawniej było to nie do pomyślenia, a wydajność w produkcji np. szynki kształtowała sie na poziomie 70-100 procent. Nie mogło być inaczej, gdyż do jej wytworzenia używano wyłącznie czystej tkanki mięśniowej i naturalnych przypraw.
Z czego wynika powszechne juz dzisiaj stosowanie dodatków funkcjonalnych i sztucznych osłonek? – Sadze, że przemawiają za tym dwa podstawowe względy. Pierwszym jest zwiększenie wydajności produkcji, a przez to poprawienie rentowności zakładów. Drugim – ułatwienie pracy technologowi, który po zastosowaniu dodatków funkcjonalnych, np. fosforanów, ma pewność, że nie popełnił błędu w sztuce i „wypuścił” wyrób spełniający standardowe wymagania jakościowe i sanitarne. |
|
Czytaj całość…
|
|
Z dodatkiem czy "na szaro"? |
|
|
|
Właściciele zakładów przetwórstwa mięsa dopuszczają stosowanie dodatków funkcjonalnych zgodnie z własnymi preferencjami smakowymi. Dla jednych ich użycie jest zupełnie normalne, dla innych – wręcz naganne. Poprosiliśmy kilku przedstawicieli branży mięsnej, w tym również osoby bezpośrednio związane z produkcją wędlin, o opinie na ten temat. Oto one. Mieczysław Łoszewski, specjalista ds. badań i rozwoju Grupy ANIMEX z siedzibą w Morlinach – W produkcji przemysłowej można obejść się bez dodatków funkcjonalnych oprócz jednego – azotynu sodu (E 250). Substancja ta nie tylko podnosi walory kolorystyczno-smakowe peklowanego mięsa, ale też zdrowotność produktu, likwidując większość drobnoustrojów chorobotwórczych. Ma to kolosalne znaczenie w produkcji przemysłowej, gdyż gwarantuje trwałość wyrobu. Bez dodatków funkcjonalnych już dużo dawnej nie można było wyprodukować na przykład, tak popularnych obecnie, wyrobów tradycyjnych. Używano bowiem do nich soli, przypraw, cukru i saletry potasowej (E 252), która wówczas spełniała te same funkcje co obecnie azotyn sodu. Co prawda istnieje na rynku grupa produktów wytwarzana metodą „na szaro”, bez jakichkolwiek dodatków funkcjonalnych, ale sprzedaż ich jest niewielka. Z punktu widzenia technologicznego, przy wyborze dodatków funkcjonalnych kierujemy się najkorzystniejszą relacją ich jakości do ceny. Podstawą współpracy z dostawcami jest posiadanie przez nich wdrożonych systemów jakości potwierdzonych przez naszych audytorów.
|
|
Czytaj całość…
|
|
Wspomnienie o Marianie Meyerze (1956-2007) |
|
|
 W Szpitalu Klinicznym w Ciechocinku 13 listopada br., w wieku 51 lat, zmarł na zawał serca Marian Meyer. W jego osobie straciliśmy nie tylko wiernego przyjaciela, ale przede wszystkim człowieka, który każdego dnia udowadniał, że dzięki ciężkiej, mozolnej i konsekwentnej pracy można osiągnąć zawodowe spełnienie. Marian Meyer był człowiekiem niezwykle aktywnym, pełnym pogody ducha i entuzjazmu. Pozytywnym podejściem do życia potrafił zarazić swoją rodzinę i najbliższe otoczenie. Marian Meyer zaczynał od sprzedaży lodów włoskich i kurczaków z rożna. Mieszkańcy Lniana do dziś pamiętają smak produkowanej przez niego oranżady w woreczkach. Dziś stworzona przez niego firma – Zakłady Mięsne VIOLA – zatrudnia 350 osób i przetwarza kilkadziesiąt ton mięsa na dobę. Niewielu jest ludzi, którym udało się zbudować potężną, prężnie działającą firmę i jednocześnie pozostać w bliskich, czasami wręcz przyjacielskich relacjach z pracownikami. Tak było w przypadku Mariana Meyera. Był życzliwy i otwarty nie tylko wobec tych, którzy pracowali w firmie od początku. Potrafił też zainteresować się życiem nowego pracownika, porozmawiać, doradzić, czasem pomóc materialnie. Marian Meyer urodził się 21 sierpnia 1956 roku w Miastku pod Słupskiem. Tam się wychował, chodził do szkół, zaczynał biznes. Zdobył wykształcenie średnie ekonomiczne, ale nigdy nie ciągnęło go do pracy w urzędzie czy państwowej firmie. Wybrał trudną, jak na tamte czasy, karierę „prywaciarza”. W rodzinnym Miastku otworzył punkt sprzedaży lodów włoskich. Kiedy zobaczył, że jakoś mu to wychodzi, otworzył drugi punkt, w którym sprzedawał kurczaki z rożna. Po kilku latach wziął w ajencję restaurację w pobliskim Trzebielewie. |
|
Czytaj całość…
|
|
Brytyjczycy cenią polskie smaki |
|
|
Rozmowa z Jakubem Matyjkiem, menedżerem do spraw rozwoju eksportu Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej Jak duże jest zainteresowanie polskich firm mięsnych handlowaniem na rynku brytyjskim? Wydaje mi się, że spore. Na półkach marketów i sklepów w Anglii, Szkocji, Walii i przede wszystkim Irlandii, znajdują się wyroby przetworzone największych polskich firm mięsnych. Eksportują one na rynek brytyjski również półtusze wieprzowe i ćwierci wołowe, a także elementy mięs. Pragnę przy tym zaznaczyć, że dostęp do sieci handlowych na Wyspach Brytyjskich zawdzięczają tylko sobie; udało się to osiągnąć dzięki wysiłkowi i operatywności działów eksportu tych firm.
Czy w Wielkiej Brytanii polskie firmy sprzedają, a przez to promują własne marki, czy też występują pod szyldem marketów, do których dostarczają towar? – Prawie wyłącznie promują własne marki, gdyż są one łatwiej rozpoznawalne przez coraz większą emigrację polską, która przekroczyła już milion osób i sama w sobie stanowi zupełnie przyzwoity rynek. Wyrobami z Polski interesują się także Brytyjczycy. Mają oni bowiem tę dobrą cechę, że są otwarci na nowinki, szczególnie w branży rolno-spożywczej. Obserwuję nawet zjawisko coraz większego rozprzestrzeniania się polskich smaków wśród rodowitych Brytyjczyków.
|
|
Czytaj całość…
|
|